|
Ponieś kaganek Kulturki
|
||||
ZajawkiArtykuły - zajawki na stronę główną. czas Bokserów
Pytania typu „po co”, „dlaczego”, „jak” należą chyba do tych najbardziej upierdliwych. Wiedzą o tym zarówno rodzice, jak i... wszelkiego rodzaju władze. Odpowiedzi „tak bo tak” zdają się być dominującym komunikatem – jeśli nie rodziców – to władzy na pewno. A efekt? Niestety najgorszy z możliwych – przestajemy pytać. Nie pytamy, bo nie wierzymy w odpowiedzi... bo nie wierzymy w szczerość tych, które od czasu do czasu jednak otrzymujemy. Nie pytamy, bo zwyczajnie nie mamy na to już sił ani czasu. Nie pytamy, bo zahipnotyzowani medialnymi spektaklami kultury i/lub sportu (swoją drogą, coraz trudniej je rozróżnić), nie interesujemy się światem „spoza”. Nie pytamy, bo się boimy – utraty pracy, premii, zleceń, szans awansu. Nie pytamy, bo... wierzymy w przewodnią rolę władzy (każdej władzy). Nie pytamy, bo „grzeczni” dostają zabawki, a krnąbrni głównie klapsy. Nie pytamy, bo – niczym orwellowski Bokser – wolimy na trudności odpowiadać wytężoną pracą i poświęceniem. (Jest drożej, a zły pieniądz wypiera „dobry”? To nic – będziemy więcej i dłużej pracować!) Nie pytamy, bo... zapomnieliśmy, o co mamy pytać! A świnie już dawno przemalowały tablicę z zasadami i właśnie rozmawiają o...koninie gdzie go postawią, tam będzie
Kilka dni temu o 7:30 w Olsztynie. Na przejściu dla pieszych tuż przy Ratuszu niewidomy mężczyzna (z laską ale bez psa) stanął całkiem pewnie na krawędzi chodnika tuż przed pasami. Wcześniej wymacał przycisk i czekał. Dobrze, że wymacał, bo choć stało tam już kilka osób, to nikt nie pokusił się, by to zrobić. Zbierali się ludzie, jak to na przejściach dla pieszych bywa, aż w którymś momencie światło się zmieniło i dało się słyszeć ten specyficzny dźwięk mówiący: można przejść. Tłum więc ruszył. Dziewczyna ze słuchawkami w uszach potrąciła mężczyznę tak, że się lekko zachwiał, ale szybko złapał równowagę. Matka z dzieckiem, zahaczyła o laskę niewidomego, ale dalej, pełna determinacji ciągnęła swoje dziecię na przeciwległy brzeg ulicy. Mężczyzna zatrzymał się, ustawił laskę w pozycji sobie najlepiej znanej i wolno, ale uważnie zaczął znów iść do celu. Już nikt na niego nie wpadł, bo mężczyzna sprytnie wymijał tych, który żywili takie pokusy. A było ich paru. Przez tych kilka chwil, podczas gdy wszyscy ci ludzie przechodzili przez ulicę, pomyślałam sobie, jak bardzo nie widzimy świata, który nas otacza. A może i gdzieś tu leży problem naszego miasta, stałego niedosytu kulturalnego, wiecznego niezadowolenia, niezrozumiałych decyzji władz... A może warto jest czasem otworzyć oczy i rozejrzeć się wokół? Bo trochę jednak wstyd tak bezmyślnie gnać z tłumem… Zwłaszcza, że na tym przejściu, o ironio, to zdaje się jedynie ten niewidomy mężczyzna naprawdę widział Olsztyn, czuł go w sobie tak mocno, że jedynie przy pomocy laski i swojego umysłu mógł tworzyć sobie ścieżki wśród jego ulic i mieszkających tu ludzi. Ludzi, którzy go nie zauważają, a są bardziej niebezpieczni niż drzewa, schody czy mury. Bo ludzkiego zachowania nie da się przewidzieć, a mur, gdzie go postawią, tam stać będzie. kocham Fejsa
Dziś będę wiosenna, czyli optymistyczna, entuzjastyczna, ba! egzaltowana nawet. Mogę nawet wyrecytować miłosne wyznanie. A brzmi ono: KOCHAM FEJSA! Serio. Bo fejs to mój przydomowy ogródek z oknem na daleki świat. Z fejsem się witam co rano i co wieczór mówię mu dobranoc. Wiosenne zadurzenie? A może jednak prawdziwa miłość? Kogo mogę, namawiam na Fejsa. Nie na bloga, nie na Naszą-Klasę, ani nawet na Blipa czy Twittera, ale właśnie na Fejsa. Bo na Fejsie fajni znajomi to podstawa. Lecz tym razem nie chodzi o ilość, ale o jakość. Im ciekawsi, tym szersze okno na świat, bo właśnie dzięki nim, co rano otrzymujesz świeży, jak świeże bułeczki, przegląd Internetowej prasy. Twoi znajomi są jak hajtech sokowirówka. Wyciskają z sieciowego bełkotu to, co wartościowe, abyś Ty – na swojej fejsbukowej tablicy – mógł znaleźć ekstrakt – samo zdrowie!
Oczywiście fejsbukowi znajomi niekoniecznie muszą być Twoimi przyjaciółmi do kufelka, tańców czy zwierzeń. Tutaj ważniejsza jest pewna wspólnota światopoglądowa i podobne pasje. Nie trzeba znać się od liceum, wystarczy od wczoraj. Bo fejsbuk to bardziej platforma wzajemnej wymiany linków niż intymny zaułek dla kameralnego grona. Chociaż i takie potrzeby można na Fejsie zrealizować, zakładając zamkniętą podgrupę, której teksty są widoczne jedynie dla stałych członków. Dla naszego KGM-u, czyli Koła Gospodyń Miejskich, Fejs to doskonała tablica ogłoszeń – tutaj umawiamy się na spotkania, dogadujemy terminy, podrzucamy sobie ciekawe propozycje. Kopalnia inspiracji A wracając do fejsbukowego klucza – grunt to fajni znajomi o podobnych pasjach. Wtedy fejsbuk staje się nie tylko selektywną prasą codzienną, ale również kopalnią ciekawych linków, do których nie sposób dokopać się w pojedynkę. Ja fejsbukowi zawdzięczam naprawdę sporo – niemal codziennie znajduję tu piosenkę, której w życiu nie spotkałam, zachwycający cytat, dobrą fotę, znajduję też strony – jak choćby www.polskailustracjadladzieci.pl czy www.czytajniepytaj.pl , z którymi zaprzyjaźniam się na dłużej. Fejs to kopalnia inspiracji. Jednak o sile mojej miłości do Fejsa najbardziej świadczy fakt, że mój konkubent – internetowy outsider – który w głębokiej pogardzie miał wszystkie internetowe społeczności, komunikatory i fora, kilka tygodni temu założył sobie konto. I teraz lajkuje, ile wlezie. Bo na fejsie naprawdę jest co lajkować. Pod warunkiem, że masz fajnych znajomych. Ja mam świetnych, dlatego KOCHAM FEJSA! kiedy orkiestra nie chce grać razem
W olsztyńskiej orkiestrze bunty zdarzały się wielokrotnie. Nigdy nie służyły rozwojowi zespołu, często natomiast były wyrazem niepewności, frustracji i zagubienia. Poczynając od pierwszych takich buntów w latach osiemdziesiątych, niemal każda zmiana na stanowisku dyrektora artystycznego związana była z „wypowiedzeniem posłuszeństwa” przez orkiestrę. Kocham Olsztyn, ale...
Początek nowego roku, to wielka pokusa, aby podsumować stary. A stary rok pod pewnymi względami był wyjątkowy. Rok 2011 to dla mnie rok pełen inicjatyw oddolnych, akcji zwanych przez urzędników „aktami wandalizmu”, rok, w którym mieszkańcy jakby głośniej niż zwykle tupnęli nogą. Walczyliśmy o Awangardę i drzewa nad Długim, powiedzieliśmy „Nie” ratuszowym pałom, ktoś pomalował żabę, ktoś inny popadającą w ruinę Casablankę. „Kocham Olsztyn, ale trochę mnie wkurwia” to jeden z profili na Facebooku. Moim zdaniem to hasło roku 2011.
Kocham Olsztyn, ale…!
Coś drgnęło. Coś się zmienia. Zaczynamy interesować się własnym ogródkiem, chcemy wpływać na kształt najbliższego otoczenia, zabierać głos w sprawach, które nas dotyczą. Jest nas garstka – za mało, aby potrząsnąć takim kolosem jak ratusz, ale wystarczająco, by narobić pozytywnego zamieszania, kogoś sprowokować, komuś zagrać na nosie. Nareszcie wykluwa się coś na kształt obywatelskiego społeczeństwa, które utożsamia się nie tylko z Europą, ale również swoim rodzimym skrawkiem ziemi i kultury.
Za co lubię miniony 2011? Za wszystkie dowcipne, mocne, bezkompromisowe, czasem totalnie odlotowe akcje i akcyjki, które obnażyły absurdy tego miasta, zakwestionowały kilka decyzji urzędu i wykorzystały aktualne wydarzenia w mieście. Pozwolę sobie wymienić pierwsze 5 hitów roku 2011:
- Awantura o pały, czyli lepiej późno niż później – mieszkańcy nie są i nie będą bezkrytyczni wobec architektonicznych dokonań miasta.
Na obywatelskim dywaniku wylądował i prezydent, i architekt, i wszyscy, którzy zamieszani byli w projekt placu przed ratuszem. W przeddzień akcji na Pierwszy Dzień Wiosny, która zachęcała olsztyniaków do udekorowania pał szalikami, miasto zdemontowało kilka latarni i ustawiło straż przed ratuszem. Władza tłumu się lęka. I słusznie.
- Podaj bilet – grupa ludzi zachęcała do tego, aby podawać skasowane już bilety w ramach protestu przeciwko wysokim cenom MPK w Olsztynie. Akcja kończy się ciąganiem prowodyrów po sądach, ale szum związany z wlepkami „podaj bilet” na pewno w wielu głowach obudził odkrywczą myśl, że wcale nie trzeba godzić się na wyśrubowane stawki usług komunikacyjnych. Bo nie trzeba!
- Żaba kontra Baba – żaba to oddolna odpowiedź na wylansowaną przez miasto maskotkę Olsztyna – Babę Pruską. I tak rozpętała się wojna: władza kontra lud. Lud szarą żabę zrobił na zielono, miasto za grube pieniądze zrobiło ją znów na szaro, lud podpisał ŻABA PRUSKA, miasto zapowiedziało, że będzie przestępców ścigać i odmaluje nieszczęsnego płaza. Idealny przykład mentalnego betonu naszej władzy.
- Bój o Awangardę – bój o awangardę przypominał romantyczne powstanie, istną Wiosnę Ludów. Nagle w Olsztynie aż zaroiło się od miłośników niszowego kina. W porywie serca walczyli wszyscy – i amatorzy multipleksów, miłośnicy kina domowego, sportowcy i teatromani. Nie udało się, ale było warto.
- Fak z wieży ratuszowej – na koniec roku mocne uderzenie. Ktoś w biały dzień na prezydenckim balkoniku powiesił baner z grafiką przedstawiającą dłoń w geście „fuck you”. Jedni twierdzą, że tak urząd traktuje mieszkańców, inni, że chodziło po prostu o pokazanie kierunku zwiedzania, bo palec ewidentnie wskazuje na wieżę. Niezależnie od interpretacji – było ciekawie, odważnie i kontrowersyjnie. *** Nareszcie w mieście się dzieje i mam nadzieję, będzie się działo również w nadchodzącym roku.
|
Mecenat kulturalny obejmuje
Sponsorzy i przyjaciele
Kulturka z twarzą w książce
|