Jedynki
- Szczegóły
-
Kategoria: Jedynki
-
COM_CONTENT_PUBLISHED_DATE_ON
-
Adrian Zacharewicz
-
Odsłony: 23
Słupy „plakatowe” niemal od zawsze spełniają w miastach funkcje informacyjne. Ogłaszano na nich wszelkiego rodzaju odezwy, protesty czy... wybuchy wojen. Teraz, w chwilach przerwy od tego typu informacji, stały się dość popularnymi powierzchniami reklamowymi, ale najważniejszym ich zadaniem nadal wydaje się być funkcja informacyjna. Tym razem jednak ze szczególnym naciskiem na wydarzenia kulturalne.
W Olsztynie 82 słupami zarządza podległy urzędowi miejskiemu Zakład Targowisk Miejskich, który przyjmuje, rozwiesza, dba o porządek oraz oczywiście pobiera opłaty. Opłaty, które latem ubiegłego roku wzrosły o... 100 procent.
Teraz w budżecie organizatorów imprez pozycja „plakaty” stała się naprawdę poważnym obciążeniem. Zakładając, że reklamujący koncert plakat jest formatu A2 i chcemy powiesić go na tydzień na wszystkich słupach, to trzeba przygotować się na wydatek rzędu 500 zł. - Nawet przy jednorazowym wydarzeniu nie jest to kwota mała, ale w sytuacji kiedy ktoś organizuje koncerty czy imprezy kilka razy w miesiącu, koszty stają się naprawdę niewesołe – opowiada współwłaściciel jednego z olsztyńskich klubów. W dodatku słupy są zaniedbane i słabo monitorowane, a kontrola nad miejscem, w którym zawisną plakaty niewielka. Do niedawna był też spory problem ze znalezieniem wolnego miejsca (często zajętego przez komercyjne reklamy), ale akurat to po podwyżkach się zmieniło. Teraz słupy opustoszały - dodaje.
Bez żadnej taryfy ulgowej traktowane są także instytucje kulturalne, które za plakatowanie płacą na równi np. z klubami fitness czy reklamami biur podróży (choć i tu są „równi i równiejsi”, a niektóre instytucje mają dodatkowo do swojej wyłącznej dyspozycji 1-2 słupy oraz wydzielone tablice repertuarowe). Pomijając kuriozum jakim jest – nawet dla ekonomicznego laika – sytuacja w której jedna budżetowa jednostka płaci publicznymi pieniędzmi drugiej (przy okazji obrotu, pieniędzy oczywiście ubywa), to należy zadać pytanie czy miasto powinno zarabiać na organizatorach imprez kulturalnych? A jeśli już, to czy wzorem innych miast nie powinno wprowadzić zniżek. Takie zasady obowiązują choćby w Toruniu, gdzie ceny dla „plakatów kultury” są mniej więcej o 30 procent niższe od komercyjnych, a dodatkowo mają onez agwarantowane „priorytetowe” miejsca na wszystkich słupach w obrębie Starego Miasta oraz centrum.
- Szczegóły
-
Kategoria: Jedynki
-
COM_CONTENT_PUBLISHED_DATE_ON
-
redakcja
-
Odsłony: 46
wybór 10 najgorszych, najbardziej przewidywalnych, a czasem po prostu najgłupszych wydarzeń kulturalnych i okołokulturalnych ubiegłego roku!
-
Podobno było, podobno jak zwykle najdłuższe, najlepsze i podobno artystyczne. Podobno też, ktoś je zauważył...…
Czytaj więcej...
-
Są na tym świecie rzeczy niezmienne, a jedną z nich jest niewątpliwa nieprzyjemność brania udziału w Gali przyznania Talentów Roku. U nas wszystko zawsze się „apetycznie” i zachęcająco nazywa. Gala, Prestiżowe Nagrody, Wybitni Twórcy, Bankiety... a jednak wciąż po tym wszystkim pozostaje głównie niesmak.
I nie chodzi już tylko o organizację.…
Czytaj więcej...
-
O tym że Awangarda dostanie wypowiedzenie z zajmowanej kamienicy wiadomo było praktycznie od „współczesnego zawsze”. Ewentualne wątpliwości i nadzieje na inny scenariusz rozwiewały się sukcesywnie wraz z zamykaniem kolejnych olsztyńskich kin, których właścicielami była ta sama spółka, która odsprzedała „awangardową” kamienicę.
Od jesieni kamien…
Czytaj więcej...
-
Kilkanaście osób wypatrzyło, uprzątnęło i zaadaptowało na swoje potrzeby niszczejący pustostan w byłych koszarach wojskowych przy ulicy Artyleryjskiej. Planowali stworzyć tam niezależne centrum, wzorowane na poznańskim Rozbracie, wrocławskim Centrum Reanimacji Kultury czy lubelskiej Tekturze.
Nie udało się. Reakcja olsztyńskich władz była natych…
Czytaj więcej...
-
Gdyby urzędnicy w takim tempie jak przy „oczyszczaniu” słynnej już parkowej żaby, sprzątali wszystkie miejskie zakamarki, to prawdopodobnie przyszłoby nam żyć w najczystszym mieście tej części Europy. Gorzej, że gdyby za zmycie każdego graffiti płacono tak bajońskie sumy, to już dawno... przyszłoby nam żyć w najbiedniejszym mieścietej części Europy…
Czytaj więcej...
-
Olsztyn był prawdopodobnie jedynym miastem na świecie, gdzie jarmark świąteczny odbywał się nie w dniach poprzedzającym święta, ale tydzień wcześniej. Trudno na „chłopski rozum” rozgryźć ideę przyświecającą takiej a nie innej decyzji o umiejscowieniu w kalendarzu Jarmarku, no chyba że całość była dopasowana do napiętego kalendarza jednego z kilkudz…
Czytaj więcej...
-
Nie często widuje się takie spektakle jak „Sado Maso Blues Bar” rumuńskiego Teatru Mic, pokazany na ubiegłorocznych „Demoludach“. A na szanujących się festiwalach... takich przedstawień nie widuje się wcale! Przynajmniej nie powinno się widywać.
Próbujący na siłę szokować, był w przeważającej części zwyczajnie prostacki, a przede wszystkim głupi…
Czytaj więcej...
-
O ile bardzo trudno jest komentować wyciągany przez urzędników niemal przy każdej okazji „argument” o kryzysie i wynikających z tego konieczności cięć finansowych, o tyle już ich metody i miejsca, trudno pozostawić zapomnieniu.
Szczególnie, że w jakiś zadziwiający sposób, wszelkie oszczędności (także te w kulturze) omijają „szerokim łukiem” admi…
Czytaj więcej...
-
Zamieszanie wokół otwarcia Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii im. Feliksa Nowowiejskiego, było prawdopodobnie najgłośniejszą uwerturą olsztyńskich filharmoników od lat. A cały hałas po to, żeby przykryć niekompetencję odpowiedzialnych za inwestycję urzędników, błędy i opóźnienia przy realizacji projektu oraz personalne „harce” wokół „nowo wybudowaneg…
Czytaj więcej...
-
Przypominająca jako żywo (sic!) alejkę cmentarną olsztyńska „Aleja Gwiazd”, wzbudza różnorodne uczucia - od konsternacji po skrajne rozbawienie. Brakuje tylko... głosów zachwytu i rozbudzonego zainteresowania postaciami, których nazwiska wyryto w kamieniach.
No chyba że, za głosy ciekawości uznamy pytania przypadkowych przechodniów o to „co się…
Czytaj więcej...
- Szczegóły
-
Kategoria: Jedynki
-
COM_CONTENT_PUBLISHED_DATE_ON
-
Adrian Zacharewicz
-
Odsłony: 30
Obywatele Kultury Olsztyna – tak nazwał się nieformalny ruch, który zawiązał się (a właściwie wciąż zawiązuje) jako odpowiedź na coraz większą marginalizację kultury w „urzędniczych rejestrach” oraz próba stworzenia wspólnego głosu ludzi kultury, który dzięki temu ma być bardziej słyszalny i zrozumiały dla decydentów. OKO ma stać się także swoistym forum wymiany doświadczeń i miejscem wypracowywania czytelnych i transparentnych zasad finansowania zarówno instytucji kultury, jak i twórców „nieinstytucjonalnych”. Ma być głosem doradczym dla urzędników, ale także, a może przede wszystkim, swoistą grupą nacisku i/lub lobbingu w obronie interesów kultury. Póki co OKO, choć nieliczne i skupiające głównie ludzi teatru (pierwsze spotkanie odbyło się z inicjatywy Janusza Kijowskiego, dyrektora Teatru Jaracza) wydaje się być umiarkowanie zdeterminowane do działania. Pewnym „fundamentem założycielskim” tej inicjatywy jest sytuacja Teatru Węgajty, który jako pierwszy padł ofiarą urzędniczych cięć w kulturze. Jedni z najbardziej rozpoznawalnych, twórczych i aktywnych artystów w naszym regionie zostali potraktowani przez urzędników w sposób urągający minimalnym nawet standardom kultury (tej osobistej i obywatelskiej) i bez specjalnych tłumaczeń i prób znalezienia alternatywnych rozwiązań rozwiązano z nimi umowy, które do tej pory gwarantowały im bezcenny spokój i bezpieczeństwo ekonomiczne. Urzędnicy pokazali w ten sposób, a właściwie po raz kolejny przypomnieli, jak protekcjonalnie i przedmiotowo traktują kulturę i ludzi ją tworzących. Czy sprawa Węgajt będzie kroplą która przeleje czarę goryczy? Czy i ile z dzisiejszej determinacji OKO przetrwa mroźne zimowe wieczory? Otwartym pozostają też pytania o to; czy uda się sformułować spójny i reprezentatywny - dla ogromnie różnorodnych przecież środowisk artystycznych - zestaw postulatów i celów; czy uda zbudować się w miarę zwartą i solidarną (choć oczywiście nadal różnorodną i otwartą) koalicję ludzi, którzy interesy szeroko pojętej kultury postawią wyżej niż interesy własne i swój twórczy „święty spokój”; czy uda się wyjść bądź wznieść się ponad „zaklęty krąg” kół i kółek wzajemnego wsparcia i adoracji; czy w sytuacji kolejnych cięć, które dotkną zapewne także mniej rozpoznawalnych twórców, środowisko okaże się równie solidarne; no i czy jesteśmy gotowi, w sytuacji braku odpowiedzi na nasze dążenia i postulaty do podjęcia bardziej zdecydowanych działań w postaci np. „strajku kultury”?
To wszystko są tylko wstępne pytania. Pytania, które „kulturka” stawia w Olsztynie, raczej w głuchej próżni, już od bez mała sześciu lat. Oczywistym zatem jest, że na miarę naszych sił również czujemy się Obywatelami Kultury Olsztyna. Z tą tylko różnicą, że my jesteśmy już Oburzonymi Obywatelami Kultury!
- Szczegóły
-
Kategoria: Jedynki
-
COM_CONTENT_PUBLISHED_DATE_ON
-
Adrian Zacharewicz
-
Odsłony: 126
Cieszyć się czy płakać? – to nieco kokieteryjne pytanie zadajemy na równi sobie jak i Wam, Szanowni Czytelnicy, przy okazji kolejnej, szóstej już rocznicy naszego pojawienia się na „rynku medialnym” w Olsztynie. Przez cały ten czas staramy się konsekwentnie łamać zmonopolizowany i między innymi właśnie przez to dość monotonny dyskurs o olsztyńskiej – choć nie tylko – kulturze.
Nie godzimy się na miałkość otaczających nas zjawisk. Nie godzimy się na rozmywanie się sztuki w szerokim i dominującym strumieniu rozrywki, która pod płaszczykiem „kultury” przejmuje rolę, którą do tej pory pełnili artystyczni Demiurdzy. Nie jest to oczywiście zjawisko ani nowe, ani tylko olsztyńskie.
Uciekanie od tematów trudnych i niepopularnych, stadny odruch poruszania się artystów, kuratorów i animatorów w wyznaczonych ramach oraz utartych ścieżkach – to zjawiska dużo szersze niż nasze lokalne podwórko. Sprzyja im korupcjogenny i paranoicznie zorganizowany system grantów, stypendiów czy celowych dotacji przyznawanych przez często nierozumiejących lub po prostu niezainteresowanych otaczającymi ich zjawiskami urzędników i polityków, a także zmonopolizowanie „świata sztuki” przez ogromne, scentralizowane instytucje.
Równie dobrze jak objawy, znane są również skutki tej sytuacji. Marginalizowanie artystów i całych środowisk niezależnych, niedopasowujących się do zmiennych instytucjonalnych i politycznych wiatrów. Wykluczanie tych, którzy swoją twórczością wysyłają komunikat burzący akurat obowiązujący spokój i ład.
To wszystko, w konsekwencji, tworzy przewidywalny aż do bólu „światek” sztuki, w którym uczestniczą tylko jego wyznawcy, znudzeni zazwyczaj działacze, zapaleńcy i ewentualnie zbłąkane dusze (najczęściej martwe). Brakuje „wariatów” popychających ten świat do przodu.
Dlatego, nie negując potrzeby piękna czy radości w sztuce, domagamy się w niej również życia, krnąbrności i... wolności. Jednocześnie mamy nieskromną nadzieję, że nieco tych wartości swoją obecnością wnosimy. Dokładnie od 6 lat. Nie jesteśmy tylko do końca pewni, czy cieszyć się z tego faktu, czy raczej płakać…
Czytaj więcej: deficyt wariatów
- Szczegóły
-
Kategoria: Jedynki
-
COM_CONTENT_PUBLISHED_DATE_ON
-
Robert Bielak
-
Odsłony: 15
(...) Olsztyn jest miastem, w którym rządzą bardzo słabo przygotowani do tego ludzie. Stan, jaki macie (bo ja wyjechałem z miasta) jest wynikiem kumoterstwa, kolesiostwa oraz ślepego politykierstwa. Pamiętam, jak po założeniu Sceny Babel, przez dwa lata z koleżankami i kolegami dymaliśmy za darmo robiąc comiesięczne koncerty w Baszcie (tak się kawiarnia wówczas nazywała). Wszystko było pro bono, na wariackich papierach. Było pięknie... przez pięć lat zrobiliśmy więcej niż Czerwony Tulipan przez 25 lat. Ale było, minęło... Może kiedyś wrócę do tego.

Obecna sytuacja w Olsztynie jest patowa. Nowa kapituła od Poezji Śpiewanej ze Stefanem Brzozowskim na czele, odgrażała się, że odbuduje po Jolce Szydzińskiej ten najstarszy (najdłużej istniejący) festiwal. Niestety i kapituła i nowe władze festiwalu zawiodły. Zadziałały interesy prywatne oraz kompleksy jurorów (staruchów, którzy nie mają pojęcia, że Nick Cave i Tom Waits to też poezja i w dodatku śpiewana). Była nadzieja w Kijowskim, który objął Teatr Jaracza, ale ten się zaczął remontować i rozpaczać nad rzeczywistością. 15 lat temu też dostawaliśmy marne pieniądze od miasta. Urząd Marszałkowski do płyty Sceny Babel dołożył 1 000 zł brutto... wzięliśmy, bo co? Na grafika będzie chociaż... tyle, że potem tyle kwitów było do zrobienia w Urzędzie, że chodziłem z tym 3 miesiące. Płyta nie wyszła... Ludzie powyjeżdżali, ja też... nie wyjechałem za kasą, wyjechałem, bo chciałem się czegoś jeszcze nauczyć. Miałem dość obłudy Brzozowskiego, jego kumpla Małkowskiego i tego szmaciarstwa w głowach decydentów, braku kompetencji Biura Promocji. (...)
Miejski Ośrodek Kultury, to prywatny folwark Marcinkowskiego, który nie ma zielonego pojęcia o sztuce a na moją propozycję, by zaprosić Kroke, Tomasza Stańkę i Kasię Groniec na jedną scenę do performy, którą wymyślałem, to owy Dyrektor MOK powiedział: panie Bielak, przygotuj pan coś dla ludzi... jakiś festyn, kiełbaski i piwo...“. Oto definicja kultury w Olsztynie...
Zobaczcie, jacy ludzie zarządzają ośrodkami kultury w Olsztynie (wyłączając jedynie Kijowskiego, bo to artysta i mądry człowiek na swoim miejscu). To są kolesie... starzy ludzie, którzy czekają tylko aż dotrą do swojej nagrody w ZUSie. Nie ma tam kreatywnych mózgów.
(...) W Olsztynie byłem ciągle w zawieszeniu, nie było stabilizacji, brak zrozumienia i wciąż „czerwona atmosfera“ otaczała mnie od tworzenia spektaklu, po jego promocję. I gazeta olsztyńska i Wyborcza miała w dupie promocję zdarzeń kulturalnych. Mylili fakty, daty, projekty. (...)
Wszyscy młodzi zdolni ludzie wyjadą z Olsztyna, bo merostwo ma w dupie młodość i potrzebę manifestacji swojej twórczości (AUTORSKIEJ). Kaska się zgadza, a tę garstkę kolorowych wariatów, co się sami nazywają artystami, da się ogarnąć finansowym ochłapem (bo i tak się już przyzwyczaili). I żadne powstanie nie pomoże, jeśli staruchy będą nadal stosować bolszewickie metody dawania palca. (...)
P.S. Wiem, że strzelam sobie w kolano, pisząc to wyznanie wiary „po olsztyńsku“, ale nie chcę milczeć, bo to niezgodne z moimi przekonaniami. (...)
List ukazał się pierwotnie jako komentarz internetowy do artykułu Marty Andrzejczyk pt. Czy kultura alternatywna w Olsztynie istnieje? na portalu wm.pl,
Publikujemy go oczywiście za wiedzą i zgodą autora. Skróty i tytuł pochodzą od redakcji
ROBERT BIELAK - skrzypek, kompozytor, aranżer, multiinstrumentalista, twórca olsztyńskiej grupy literacko-muzycznej Scena Babel. Do września 2007 kierownik muzyczny w Teatrze Jaracza w Olsztynie. Założyciel wielu formalnych i nieformalnych kapel, poruszających się w jazzowych, improwizowanych, jak i „poetyckich”, lirycznych klimatach. Współpracował z teatrami: Muzyczny w Gdyni, Powszechny w Radomiu, Stara Prochownia w Warszawie, Teatr „Jaracza“ w Olsztynie, Teatr Współczesny w Warszawie.
|
infoKulturka do ściągnięcia w formacie pdf
Mecenat kulturalny obejmuje
Kulturka z twarzą w książce
|